|
Dzień dobry... 2009-12-30
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!![]() Przede wszystkim konsekwentnie życzę Wam tego, co najważniejsze,
a więc aby zbierali się wokół Was ludzie niezwykli, życzliwi, mądrzy, nietuzinkowi i po prostu dobrzy. Aby było ich wielu. I aby zwali się Waszymi Przyjaciółmi. A poza tym zdrowia, szczęścia i dla każdego takiego Anioła Stróża,
o jakim śpiewa Koval - Mirek Kowalewski, szantymen, Zejman od Garkumpla oraz Poeta i Śpiewak Indywidualny: Tu uwaga: w swojej nieopanowanej życzliwości
Koval dał nam tego Anioła do posłuchania jako pierwszym: nie ma go jeszcze na żadnej płycie. Kobiety, kochajcie Kovala!
Prezent noworoczny - dla amatorów! Będzie to zestaw wierszyków, który powstał spontanicznie w okresie świątecznym. Kilka napisałam ja, a większość moi wspaniali Przyjaciele, Żeglarze i Szantymeni. Zaczął, jak zwykle, Andrzej Mendygrał, kapitan jachtowej żeglugi wielkiej (kilka razy przewinął się epizodycznie w moich książkach, np. w "Artystce Wędrownej"), autor wielu świetnych tekstów śpiewanych od lat na scenach szantowych. Odpisałam Jędrusiowi, na co odezwał się słusznie rozżalony Koval, którego musiałam ukoić poetycko. Po rozżalonym Kovalu ujawnił się rozżalony Doktor, czyli Michał Gramatyka, prywatnie szantymen z zespołu "Prawdziwe Perły" (niegdyś "Perły i Łotry"), a zawodowo doktor nauk prawnych, samorządowiec, adiunkt na Uniwersytecie Śląskim i wiceprezydent miasta Tychy. Cudny człowiek. Następny był, w koncyliacyjnym nastroju, Marek Szurawski, Wielki Guru polskiej szanty, dziennikarz, szantymen, poeta i tłumacz, a poza tym specjalista od trenowania umysłu (sposób treningu - częściowo w wierszyku). Również czarodziej. Dopisał się też krótko, zwięźle i sensownie Wojtek Skrzypiec, kolejny doktor, tym razem od chirurgii dziecięcej (mówi, że nie tylko!), pasjonat fotografii i wielki przyjaciel szantymenów. Jedyny, który trzymał się świątecznego meritum! Niektórzy pisali po kilka razy! Zaleca się czytać z drinkiem w lewej ręce. ![]() Andrzej Mendygrał Tradycyjny Wierszyk Świąteczny i Noworoczny dla Wiernych Przyjaciół popełnion – na wyraźne życzenie Żony, która chciała wierszyk o pastuszkach. Chciała – to i ma !!!! Pod Stajenką się zebrali Pastuszkowie w kupie. Gadali o różnych rzeczach – najczęściej o dupie. Aż znienacka do tej grupy dołączyło wielu. - A skąd żeście tu przybyli ? - Z Polski, z Pe Gie Eru !!! Jak tam sobie dziś radzicie – przecież trudne czasy? Ano, Dobra Bozia dała nam na szczęście lasy ! Tu się trochę grzybków zbierze, tam skłusuje sarnę. Jakoś Niebo nas podpiera, chociaż życie marne… Ale starcza na Jabola i Czar Pegeeru!!! I dlatego na tej zbiórce nie jest nas tak wielu … Lecz Wy się tym nie przejmujcie – chwalmy Pana razem. My nie mamy większych pragnień – ot, być ciut pod gazem! Wtedy wiemy, że nas Dobra Bozia wspiera prosto z Nieba. I jak nam się zachce żarcia – da nam, co potrzeba !!! W nosie mamy Kapitalizm, takoż Ciężkie Czasy, Jak nas zmorzy – da nam Bozia pięć deko Kiełbasy !!!! Że jest ona z metki głównie – a metka jest z gówna – - aby trochę napchać brzucho – to zasada główna ! No, a potem Miła Bozia przyjmie nas do Nieba. I będziemy tam śpiewali fałszywie, jak trzeba. Więc życzymy Wam, Kochani – jak kto kogo stworzył Byscie się nie WYCHYLALI ponad ten Lud Boży. Ciut Gorzały, ciut Kiełbasy – i już jesteś w NIEBIE !!!! Jak tego nie zauważasz – tym gorzej dla CIEBIE !!!! Niezależnie od skojarzeń wyżej popełnionych Życzym Wam, abyście zawsze szanowali Żony. Bo – jak Żona fest się uprze – obrzydzi Wam życie. Jak Was kocha – lepsze rzeczy spokojnie zrobicie. A ponadto Wam życzymy, byście w żadnym razie Nie musieli prosić Bozi, aby być na gazie !!!! Te Życzenia śle Wam Andrzej troszeczkę wkurzony Bo by napił się ciut więcej – gdyby nie miał Żony !!!! Pa, pa !!!! I Najlepszego …… ![]() Monika Szwaja PASTORAŁKA DLA MĘDRUSIÓW OD WIERNEJ MONISI: NIECHAJ RADOŚĆ WAM PRZYNIESIE (a reszta mi wisi…) Do stajenki betlejemskiej Mendygrał z Łaszeskiem szli pokłonić się przed świętym Dzieciątkiem Niebieskiem. A że droga długa, nudna i nic się nie działo, zaśpiewali sobie razem, aż echo zagrzmiało. Śpiewał Łaszek, śpiewał Mędruś, aże się zadyszał, kolędziołka w świat leciała, aż ją ktoś usłyszał i do zacnych tych małżonków dobieżał w te pędy. Chciałbym – mówi – się przyłączyć do takiej kolędy! Mendygrały nie z tych przecie, co by odmawiali, więc po chwili szli we troje i pięknie śpiewali. Nie wybrzmiały i trzy zwrotki, aż tu z drugiej strony znów ktoś pędzi do Mędrusia i do jego Żony. Chcę do chóru! Proszę bardzo, Mędruś mu odpowie, jeszcze bardzo dużo zwrotek mam w mej mądrej głowie. Cztery głosy będzie w sam raz. Łaszek ton podaje, a po chwili znów ktoś bieży – i z nimi zostaje. Tak powiększał się ów chórek w jakże prosty sposób; przy czterdziestej czwartej zwrotce szło tam już sto osób! Za Mędrusiem więc Agnieszka z Timem i córeczką, piękna Ela, Kasia, Dusia biegną za Aneczką; Mira, Kajtek, klan Olszówek, Szkot i Mechaniki, Bodzio, Qnia, Sęp, Martinez idą w takt muzyki; Porębunio i Helenka (bez niej nie zabawa…), godnie sunie Mistrz Pamięci, Potężny Siurawa, Rysio Muzaj z wielkim wąsem, Korek z wielką brodą; Dominika i Korycki Jolkę z sobą wiodą. Lewiatany, Qftry, Dair, synowie Tonama, Wawrzek z mikrofonem w garści oraz jego mama, a na końcu w szyku luźnym, znaczy jak się zdarzy, postępuje wielka grupa Prawdziwych Żeglarzy. Szli tak długo i wytrwale, boć to drogi kawał; co kolęda się skończyła, Mędruś nową dawał. Aż się wreszcie pokłonili przed Bożą Dzieciną Mędruś z Łaszkiem i Agnieszką – i z całą rodziną. ![]() Mirosław Kowalewski OPŁATKOVAL Tak to Szwaje, Mendygrały Kolędować się wybrały. W śnieżnej drodze ku radości Nazbierały furę gości. To kapłani żaglomuzy: Że tak powiem wręcz – szantuzy! To pomniki, same sławy, Od Poręby do Szurawy. A gdzieś z tyłu, w niemej złości Czerwieniejąc wprost z zazdrości, W wierszu tym nie wymieniany Idzie Koval zasromany. Niedopieszczon Ci on wielce, Też by chciał iść w tej pasterce. A że ćwokiem jest z Warszawy, W swoje ręce bierze sprawy, Chamskie credo wokół głosi: -Nie zaproszą? Trza się wprosić!! I już serce się raduje, Że wśród innych kolęduje. I niech każdy go usłyszy, Gdy on grzmi „Wśród nocnej ciszy” . Wszyscy nieco się zdziwili Lecz się szczerze ucieszyli: -Wybacz nam cny Kovaliku, Że zabrakło Cię w wierszyku. Nie zoczylim ciebie wcale, Boś… malutkim jest Kovalem! Potem wziąwszy się pod ręce Pobieżeli ku stajence I w sto głosów, zgranych całkiem Zaśpiewali…SZANTORAŁKĘ!!!! ![]() Monika Szwaja ODPOWIEDŹ KOVALOWI SMUTNEMU Mój Kovalu, porzuć troski, niezasadne Twe zazdrostki! W Mendygralskim brak orszaku nie oznacza jednak BRAKU, bo to wiedzą wszyscy święci, i nikt tutaj nie chachmęci, że już w Wigiliją rano po Kovala posyłano, na wypadek gdyby Dziecię w nowym się znalazłszy świecie, zapłakało, nie daj Boże. Na toż Koval nam pomoże i by humor Dziecku wrócił, on szanteczkę Mu zanuci o piratach, ciągajfałach - Koval mistrz jest, nie patałach! Więc Dzieciątko pilnie słucha, boskie nastawiwszy ucha, wreszcie mówi: Doskonale, na Horn płynę z tym Kovalem, bo z Kovalem to mi nie strach. Powrócimy na Sylwestra. Tak rzekł Pan i tak zrobili a w Sylwestra powrócili, bo wiedzieli, że z paradą goście liczni do nich jadą: Trzej Królowie, Mendygrały inszych gości kierdel cały. Wszyscy godnie są przyjęci - różni dbają o to święci - pasterz za pasterzem bieży, Dziecię grzecznie w żłóbku leży, tylko czasem, tralalala, puszcza oko do Kovala, szepcząc cicho: Koval, powiedz, fajny ze mnie kaphornowiec! A ja, com się dowiedziała, zaraz żem tu zapisała, więc, Kovalu mój kochany, nie bądź dłużej zatroskany - przyjm ode mnie pod choinkę pastorałkę - moniczynkę. ![]() Mirosław Kowalewski ODPOWIEDŹ KOVALA Z KOLEI… Ależ Moniu! ten mój tekścik To był tylko ot!... pretekścik, Żeby zmusić mózgu tkanki, By w wierszowe stanąć szranki! Ale teraz zbitym lekko z pantałyku. - O! Poetko! Po słów Twoich cudnym ściegu Już swe miejsce znam w szeregu! Znam i jestem bardzo rady móc całować Twych stóp ślady wyżlobione w śniegu cienkim w czasie drogi do stajenki. Chcę być listem w Twojej skrzynce Bomką być na Twej choince, taboretem, sofą, grzędą, I świąteczną Kovalędą. Miej swój światek w szczęściu, w zdrowiu I...Kovala w pogotowiu! ![]() Michał Gramatyka MICHAŁ GRAMATYKA AD VOCEM Słońce gasło, wieczór zimny zastał mnie przy komputerze W maila klikam, pocztę czytam, nagle mnie cholera bierze Szwaja moja ulubiona, za poezję świąt się wzięła lecz w orszaku kolędników Perły, Łotry pominęła. Pominęła też Kowala (choć wspomniała Mendygrała) zapomniała o Bananach, Brasach, Drejkach no i Vałach Słów niegodni? Przecież wszyscy grali jej ile sił w sercach na koncertach, na spotkaniach, konwentyklach, igrach, giercach Szwajo ma, choć twym talentem dziewcząt chór dzień w dzień się pieści bądźże wieszczką nam rzetelną - nie pomijaj ważnych treści bezimiennych szantymenów w swym orszaku racz ustawić każden z nich, feerią nut, twe boskie imię będzie sławić ![]() Monika Szwaja MONIKA AD VOCEM GRAMATYKI (PRAWIE ILIADA BETLEJEMSKA) Dwa orszaki podążały do Betlejem pewnej nocy; oba świetne, oba liczne, a śpiewały z całej mocy. W jednym tuż za Mendygrałem szantymenów kwiat pomyka, w drugim kwiecie równie zacne Michał wiedzie Gramatyka. Orszak pierwszy dużo starszy tyleż wiekiem, co urzędem; Koval mówi, że SZANTUZY - przez pustynię idą rzędem. Owszem, jest tam paru młodszych - wszak niezbędne królom pazie! Idą godnie i pomału, posapując raz przy razie. Drugi orszak młody, prężny, szantymeny niczym ciacha, lecz nie tylko wzrok nam cieszą - co szantymen, to zdolniacha! Przez gorący piach pustyni idą sobie raźnym krokiem, wypatrują jasnej gwiazdy, co zwycięży z nocnym mrokiem. Niezbadane są wyroki! Choć przewidzieć czasem da się... Jeśli nawet dwa orszaki nie spotkają się na trasie, to rozumiesz chyba sam to, Czytelniku - Przyjacielu, że w tę samą idąc drogę, muszą zetknąć się u celu! Cóż więc będzie, co się stanie, gdy się zejdą adwersarze? Aniołowie koło żłóbka zatroskane mają twarze, bo choć nisko dziś latają, boją się te boże sługi: nie poradzą gdy się zacznie jakiś Grunwald tutaj drugi! Ha! Już doszli. Już się widzą. Już Mendygrał schmurzył lice i przez posły śle dwa miecze odważnemu Gramatyce. Wydobyto z futerałów jakie kto miał instrumenty, nie orszaki już, lecz armie - zaraz ruszą w bój zawzięty! I byłoby się Betlejem zamieniło w Grunwald nowy, gdyby w niebie jeden anioł nie był taki pomysłowy: sytuację wnet ocenił i minęła krótka chwila, a już wiedział, co trza zrobić - już po Stana śle Hugilla. Dziadek zlazł ze swojej chmurki, gdzie się właśnie raczył rumem. Czyście, głupki - rzekł z prostotą - pożegnali się z rozumem? Takie burdy, taki huczek, i przy świętym tak Dzieciątku? Lepiej byście zaśpiewali - tylko piano! - Pacholątku! Wszystkim głupio się zrobiło, bo też o co tu się kłócić? Stan zrozumiał, że spokojnie może już do nieba wrócić, a klan cały szantymeński wespół w zespół, jak aniołki, nad Dzieciątka kołyseczką, długo śpiewał kolędziołki... ![]() Mirosław Kowalewski KO-VA-LĘDNIK Nim Internet się przeciąży Z życzeniami śpieszę zdążyć, A więc szczęścia i radości, Krótkodystansowych gości, I kolędy, i stajenki I prezentów… z pierwszej ręki! I wątroby jak ze stali, I by wszyscy się kochali Pod jemiołą i przy świerku, Dobrych wiatrów i…wiaterków, I niech sprawi dobra wróżka, By nie trzeba wstawać z łóżka, I przez świat pod śniegiem skryty Iść odwalać…rewizyty! I nie musieć, jak przystało, Podożerać co zostało. Potem stękać aż do woli I odprawiać… rapaholin! By nie było biadolenia: - Jedzcie! Wszystko do zjedzenia!! Na nic płacz, stękania gości: Terror stołu! Brak litości!! Szczęściem poratuje mięta, Gdy odpocząć czas po świętach. Coś ważnego jeszcze miałem, Lecz w tym młynie zapomniałem. Coś mi, kurczę, po łbie chodzi… Już pamiętam!!!.... Bóg się rodzi…..!!! ![]() Marek Szurawski OD MARUSIA ODPOWIEDŹ; MAŁA STROFEK KUPA A KTO NIE RAD, TEN ŚWIĄTECZNA, ALE JEDNAK DUPA. Ech! Wy Kochane Moje Wszystkie Kocmołuchy! Łby Wam od tych wierszydeł spuchły jak poduchy Choć jedwabistym połyskiem puch konceptu świeci Przyznaję - każde z Was wierszyki przyzwoicie kleci Rymy biegną gładkie, skrzące, nie od Jasnej Góry, Rozjaśniając grudniowy firmament ponury I dobrze, bo się klimat zmienia diametralnie; Ponoć epoka lodu zbliża się nachalnie Co opóźnić może - w nie na próżnej walce ciepło Waszej przyjaźni w każdej kolędałce Co odbieram wzruszony i w szczerej podzięce Bo to najlepsze lekarstwo na me skołatane serce…. Mam tylko jeden problem, i nim chce się dzielić Jak ten lodowiec niedługo, co się będzie cielić Choć kumpli lubię, szyk trochę wypaczę I swą obecność w pochodzie zaznaczę inaczej Brzydzę się marszem zbyt długim, nie lubię też tłoku W którym się czuję jak koń bez obroku, Głodny luzu, wyciszeń, drobiny nostalgii Chociaż tej spokojnej, jak z przymorskiej Walii Więc poczekam na Was w Stajenkowej Szopie I nim beczką rumu z Wami się ożłopie (Bo idę na maksa, nie na żadne mini Nie deko kiełbasy, ale pół co najmniej świni!) Walnę się jak długi przy Bożej Dziecinie I na małych „dringach” czas mi błogo minie. By Łaszek z „łysym Jackiem” wreszcie się spiknęli To drink pierwszy, drugi by Was anieli, a nie diabli wzięli (Co Monisia pewnie spisze w jakiejś książce w lecie A Mendruś z Kowalem ujmą w kabarecie Tworząc zabawne, choć żeglarskie „wice” bezbłędnie oddane przez Stare Dzwonnice). I trzeci, by niebieska rosa jak strumień araku Wszystkim ziemskiej tłustości dodawała smaku I by proces ten intensywny trwał możliwie długo… Nim skreślę się i nazwę Waszym niskim sługą Psiknę sobie jeszcze „dring” czwarty, nieduży By błogostan utrzymać nim się Bozia wkurzy Choć intencją zbożną serce Wam ucieszy I co – mam nadzieję – jednak mnie rozgrzeszy Otóż by ospałe niedojdy, co dzisiaj bez siły W „mrawe dojdy” w tych dniach rączo się zmieniły A sobie życzę – „dring” piąty mieszając I na śpiącą Dziecinę czule spoglądając Bym – czy mam czasu dużo czy też już niewiele Czy bujam się na pod żaglem, czy klęczę w kościele Czy w nawale zajęć, upału czy chłodu zawsze był o te pięć dringów przed Wami do przodu… Wasza odświeżona i wciąż mrawa – Siurawa ![]() Mirosław Kowalewski OBAWIAŁKA FUTURYSTYCZNA! Pod choinką szantorałki, Moniszwajki, Mendygrałki, Szurawiejki, Kowallady, Porębane dość tyrady, Pogłupiała dziś brać cała Przez jednego Mendygrała. Co to będzie, co to będzie, Gdy zapomnim o kolędzie, Bo ze strachem myślę czasem, Że … Wielkanoc już za pasem! Znów się przyjdzie, kurczę, trudzić, Bo Mendygrał się obudzi!!!! ![]() Wojciech Skrzypiec WOJTEK- WIKING Z ZABRZA Po tym całym zamieszaniu chciałbym coś doskrobać, jak tu nie pośpiewać dzieciąteczku i nie kolędować? W doborowym towarzystwie aż się głos sam z gardła rwie! Chcę pośpiewać malutkiemu, chwalić Pana itp. Gall Anonim Nowy NOWOROCZNE NADZIEJE Siedzę sobie pod choinką i łupię orzechy, wśród pierniczków oraz innej gwiazdkowej uciechy; wtem – a właśnie pomarańczki dożeram połowy – strach ci na mnie wielki pada: wszak idzie Rok Nowy! Rad by człowiek wierszydełko noworoczne strzelić, by się Dobrzy Przyjaciele mogli uweselić… Ale jak tu wiersze pisać (aże chwyta groza!), gdy się boję, że mnie znowu napadnie skleroza? Że w mnogości szantymenów, z daleka i z bliska ktoś mi umknie, coś przeoczę, zapomnę nazwiska?!!! Nie wymienię takich Klangów albo Mechaników i natychmiast się rozlegnie pełno strasznych krzyków! I faceci, których kocham rzucą się jak sępy (wybacz, Sępuś!) – po czym NA MNIE dziób naostrzą tępy… O, za wielkie to ryzyko dla biednej Monisi! Żadnych życzeń dziś nie będzie, Nowy Rok mi wisi! Chyba że dyplomatycznie wyrażę nadzieję – że się w Nowym Roku KAŻDA gęba roześmieje, że portfele WAM spęcznieją WSZYSTKIM jak JEDNEMU, że i zdrówko też dopisze dosłownie KAŻDEMU, że pomyślność wraz ze szczęściem nawiedzą WAS hojnie i że życie WAM pobiegnie miło i spokojnie. Że są szczere te nadzieje – daję moje słowo! A na wszelki słuczaj piszę… hm… ANONIMOWO! ![]() Mirosław Kowalewski MONIOROCZNE ŻYCZENIA! Ależ Moniu! Nasza Szwajo! Sława nie zna wszak litości! Wkoło wszyscy Cię kochają I Twej też chcą życzliwości! Że nas lubisz, niby wie się, Niby czasem tak się przyśni… Lecz, czy znasz gdziekolwiek w świecie Chłopa, co się sam… domyśli???? Czy przyjaciel, czy kochanek, Trza go za łeb wziąć, przy czubie: - Popatrz, tam jest napisane, Że cię k… trochę lubię!!! Ludek prosty, nieobyty. Ot! Żeglarząt małe stadko. Trochę przaśnych, nieco skrytych, O manierach…słuchać hadko! Gęby takie…tylko trzaskać, Walić, kędy się nawinie… Także marzą, by pogłaskać Czasem ich po łepetynie! W Nowym Roku: szczęśliwości, Sławy, zdrowia, skarbów skrzynki. I tej ważnej cierpliwości, By wygłaskać nam …czuprynki!!! W odpowiedzi na wiersz „aMONIm Gall” ukochanej Moniki , przymilający się nieustannie Kovall Anonim ŻEBY WRESZCIE SIĘ ZAMKNĘŁA Z WIERSZYDŁAMI BANIA; PRZYPOMNIJMY, CO WYNIKA Z TEGO WINSZOWANIA: NIECHAJ NAM SIĘ OD TEJ PORY BARDZO DOBRZE DZIEJE, NIECH SIĘ W NOWYM ROKU KAŻDA GĘBA ROZEŚMIEJE, NIECH PORTFELE NAM SPĘCZNIEJĄ WSZYSTKIM JAK JEDNEMU, NIECH I ZDRÓWKO TEŻ DOPISZE DOSŁOWNIE KAŻDEMU, NIECH POMYŚLNOŚĆ WRAZ ZE SZCZĘŚCIEM NAWIEDZĄ NAS HOJNIE I NIECH ŻYCIE NAM POBIEGNIE MIŁO I SPOKOJNIE. Tego życzy Wszystkim Monika Szwaja z Przyjaciółmi |
|